15 kwi 2014

FRANK LLOYD WRIGHT - O NOWYM STYLU (1932)

Bezpośrednią przyczyną napisania poniższego artykułu były wypadki ostatnich miesięcy w architekturze amerykańskiej. Mianowicie w lutym b. r. otwarto w Nowym Jorku wystawę architektoniczną, mającą następnie w ciągu dwóch lat objechać całe Stany Zjednoczone i propagować niezbyt dotychczas popularną w Ameryce architekturę typu, zapoczątkowanego przez Corbusiera.  Organizatorami owej wystawy, noszącej nazwę wystawy „międzynarodowego stylu", są zarówno przedstawiciele nielicznych w Ameryce miejscowych i importowanych wyznawców skrajnego modernizmu europejskiego, jak i niektórzy z nowo-upieczonych oficjalnych „modernistów" amerykańskich, dotychczas tworzących w manierze „arts decoratifs" a obecnie dostosowujących się do nowej mody „funkcjonalizmu". Jednocześnie z wystawą jej organizatorzy wydali szereg manifestów, propagujących doktryny w rodzaju „domu-maszyny" w połączeniu z odświeżonemi metodami auto-reklamy oficjalnych „modernistów" amerykańskich. Organizatorzy wystawy jeszcze przed ostatecznym skonkretyzowaniem jej charakteru otrzymali również od Wrighta przyrzeczenie udzielenia kilku jego ostatnich projektów. Jednakowoż po ogłoszeniu sprzecznych z jego zasadami architektonicznemi manifestów i po stwierdzeniu tendencji wystawy Wright postanowił wycofać swoje prace po zakończeniu pobytu wystawy w Nowym Jorku i ogłosił poniżej przytoczony artykuł. Wystawa w Nowym Jorku była otwarta przez luty i marzec b. r.  Dla bliższego zaznajomienia czytelników z zasadami twórczości arch. Wrighta, wzbudzającej ostatnio ponownie zwiększone zainteresowanie w Europie (m. i. dyskusja w ciągu ubiegłego roku w prasie fachowej niemieckiej) podajemy artykuł w tłumaczeniu byłego współpracownika F. L. Wrighta arch. Michała Kostaneckiego.


 
Znalazłem się w walce przeciwko nowemu „Geist der Kleinlichkeit", domagając się architektury dla indywidualnego człowieka, zamiast spokojnie uznać uwiąd starczy pod postacią nowego wynalazku
- tak zwanego stylu międzynarodowego.
• Nie potrzeba niezwykłej przenikliwości dla rozpoznania w tym rzekomym wynalazku próby zdarcia skóry i rogów z żywego i rozwijającego się organizmu, jakim jest nowoczesna architektura ostatnich lat dwudziestu pięciu, ażeby następnie, bijąc w bębny, starać się wlać w skórę życie, albo wreszcie w rozpaczy rozpiąć ją samą jako wzór dla Ameryki.
• To mojem zdaniem jest istotą tego przychodzącego ex post „wynalazku".
• Architektura powstała dla człowieka, a nie człowiek dla architektury. Odkądże więc upadł człowiek tak nisko, nawet przez maszynę, ażeby samozwańcza garstka formalistów miała przepisywać,
jaką ma być jego literatura, muzyka, czy architektura?
• Znam dowodzenia miernot w Europie: „dusza Zachodu przestała żyć, zatem umysł zachodni pomimo swej bystrości przestał być twórczym i może tylko odbierać wrażenie życia, ale nie
może stworzyć jego wyrazu, chyba że da się ująć życie jako formułę intelektualną".
• Ale ja uważam to za wyznanie niemocy, które, chociaż słuszne w zastosowaniu do omawianego kierunku, zdrowa młodość z Północy, Południa, Wschodu czy Zachodu odrzuci ze śmiechem.
• Młodość nie przyjmie w ten sposób architektury, ani życia.
• Kształt, a dalej i jego możliwy styl, powstaje ze struktury przemysłowej, społecznej, architektonicznej.
• Zasady konstrukcyjne, używając odpowiednich materjałów dla określonych celów przemysłu czy społeczeństwa, kierowane żywemi rękoma, stworzą styl jako wynik. Zmieniające się metody
i materjały zmieniającego się życia winny utrzymywać wolną drogę dla rozmaitości wyrazu, zawsze świeżej, jak długo żyje twórcza wyobraźnia człowieka.
• Twórcza wyobraźnia, stwarzająca z budowy architekturę, jak muzyka powstaje z matematyki, nie jest cechą umysłowości, która tworzy matematyka, czy inżyniera budowlanego, czy wreszcie naprędce powstałego estetę. I nie polega ona nigdy na jakimś „stylu".
• Masowej produkcji maszynowej potrzeba sumienia, ale nie potrzeba jej formułki estetycznej, mającej prowadzić skróconą drogą do jakiegoś „stylu". Jest ona sama zabójczą formułą. Maszynie
potrzeba tej siły twórczej, któraby ją ujęła jaką jest, z wartościami, jakie posiada, i za jej pomocą poczęła spełniać pracę świata, przetwarzając tę pracę stopniowo, ażeby stała się wyrazem wolnego
ducha ludzkiego nie mniej niż kiedykolwiek przedtem. Musimy stworzyć wyraz życia tem bogatszy, im powszechniejszem mą być jego wytwarzanie. Albo też będziemy musieli wpaść w obłęd maszyny jako skutek jej uwielbienia.
• Czy myślicie, że jakakolwiek formułka, narzucona jako styl tej naszej pracy w naszym kraju, może dokonać więcej, niż zdławić zdrową nadzieję życia ducha?
• Twórcza architektura dla Ameryki może być tylko architekturą dla indywidualnego człowieka.
• Interes społeczny w naszych Stanach Zjednoczonych nie jest komunizmem, ani komunistycznym jak formułka „stylu", głoszona przez „międzynarodowych". Oświadczenia ich bowiem są komunistyczne z jednym tylko wyjątkiem, języka. Komunistyczne w najgorszem znaczeniu komunizmu: zabicie zdolności twórczych jednostki jako jego skutek, nawet jeżeli nie jako jego cel... w imię „dyscypliny"!
• Życie potrzebuje i otrzymuje dyscyplinę wewnętrzną stosownie do swego ideału. Im wyższy ideał, tem większa dyscyplina. 
• Ale owa komunistyczna formułka głosi porzucenie cierpień tej twórczej dyscypliny wewnętrznej przez poddanie się, zamykające wszystko dla wszystkich w „stylu", przepisanym życiu,
wymyślonym przez kilku dla wymuszenia go na wszystkich na równi.
• Tego rodzaju komunistyczny ,,izm" jest jakby odwróconym kapitalizmem. Odwrócenie to ma bez wątpienia i swoje dobre strony, choćby tylko dla wykazania okrucieństwa zarówno kapitalizmu, jak i tego rodzaju komunizmu. Z każdej szczerej walki wynika jakaś korzyść dla rozwoju ludzkości. Ale dla wolnej demokracji przyjęcie tego rodzaju komunistycznej zasady, pod płaszczykiem formułki estetycznej dla architektury, stanowiłoby przyznanie się do przegranej, do którego nie myślę, żebyśmy my jako społeczeństwo byli gotowi.
• Centralizacja (w znaczeniu "każdy dla siebie") jest tem, co nas przygniata. Cierpimy od nadużycia indywidualności w tej chorobliwej formie zamiast korzystać z ideału integracji, tej naturalnej cechy
demokratycznej.
• Chorujemy od kapitalistycznej centralizacji, ale nie wierzę, żebyśmy byli tak chorymi, abyśmy musieli pogodzić się z jej niemocą przez przyjęcie komunistycznej dyscypliny zewnętrznej w architekturze, która zabiłaby w końcu nawet tę świeżość życia, jaką jeszcze posiadamy w obecnych warunkach.
• A jeśli idzie o dyscyplinę?
• Czy znacie żywą dyscyplinę ideału życia jako organicznej architektury, albo architektury jako organicznego życia? Ci, którzy znają wewnętrzną dyscyplinę tego ideału, widzą w poddaniu się jakiejkolwiek formułce styłu umarłą dyscyplinę zewnętrzną, uwięzienie w niemocy.
• „Besonnenheit?".
• „Entsagung?".
• Jeśli z architektury organicznej wynika efekt, to musi on pochodzić z wnętrza twórczości. Musi być zawartym w samym organiźmie tworzonym.
• Spróbujcie tej dyscypliny w naszej demokracji!
• Nieugięta wola, trzymająca na wodzy bogate i potężne ,,ja", jest potrzebną dla stworzenia każdego budynku jako architektury, i dla życia każdej żywej jednostki w wolnej demokracji. Możecie ją nazwać indywidualną. I jest nią ona zawsze.
• Każda rzecz wielka jest „zanadto tem, czem jest": stanowi to cechę wielkości.
• „Nadmiar kontrastu w genjuszu wytwarza potężną równowagę".
• Ale „Geist der Kleinlichkeit" bierze nadmiar i ogłasza go jako „styl". Nie Bierze nigdzie zasady, ani jej istoty. Ale bierze nadmiar i przypisuje go jako wzór; w tym wypadku nadmiar pierwotnego protestu.
• Dlaczegóż mają pretensjonalni formaliści kłopotać się o dyscypliną „stylu" dla Amerykanów, kiedy jeszcze ani oni, ani Ameryka nie wiedzą, czem jest styl?
• Metody, materjały i życie naszego kraju są wspólną dyscypliną dla każdej właściwie pojętej pracy. Jeśli będziemy mieli możność rozwinięcia w najlepszy sposób tych szczerych indywidualności,
jakie potrafimy znaleźć wśród siebie, wtenczas wspólne użycie wspólnych materjałów i metod wspólnego życia wprowadzi taką dyscyplinę w indywidualne wysiłki, że przyszłe wieki będą mogły podziwiać dzieła demokratycznego życia Wieku Dwudziestego jako dzieła wielkiego, nie umarłego, stylu. Uczciwe budowle, z których wyprowadzono ów reklamowany styl międzynarodowy, powstały w ten sposób. I wiele jeszcze budynków możemy stworzyć w tym samym niezależnym, odważnym duchu wolności. To też nie potrzebujemy narzucania nam stylu przez „Geist der Kleinlichkeit". Nie, Panie Sfjengler, nie straciliśmy jeszcze zdolności twórczych.
• Jesteśmy zdolni, oparci o zasadę, a bez pretensjonalnych wysiłków, do stworzenia wielkiego stylu.
• Siłą warunków, działających swobodnie na to, co jest wielkiem i żywem w nas samych — i to jest naszą demokratyczną zasadą wolności — stworzymy nasz własny styl.
Prawda, że nie zawsze rozumiemy należycie nasz własny ideał demokracji, to też niegodnieśmy go nadużyli.
• Dopuściliśmy do tego, że nasz ideał pokrywał rozwój haniebnej prywaty, czyli wyolbrzymionego egoizmu, w imię zasad indywidualizmu. Egoizm, jakiego nie było w żadnej monarchji. Ale czy
myślicie, że komunizm wykorzenia egoizm? Może go zgnieść albo pokryć.
• Nie może go wykorzenić także i socjalizm. Nadaje mu tylko inny kierunek. Nie może go wykorzenić demokracja. Nie, ale jedynie demokracja może go zamienić na szlachetną, twórczą siłę
jednostki.
• I to jest najlepszem ze wszystkiego dla wszystkich.
• I tak mogę powiedzieć z doświadczenia mojego życia jako architekta: ażeby stworzyć wielką architekturę dla wielkiego życia, potrzeba naszemu krajowi jedynie zrozumienia i rozwinięcia wysokiego ideału demokracji, ideału, dla którego założono nowe życie na nowym kontynencie, a dalej szczerego i skromnego wysiłku wprowadzenia w życie jego zasad.
• I jestem przekonany, że praca nad stworzeniem organicznej architektury dla człowieka posunęła się tak daleko w pracy świata, zanim jeszcze pokazała się obecna auto-reklama, że każdy człowiek o zwykłej przenikliwości może ją rozpoznać jako nadchodzącą w naturalny sposób naszą przyszłą architekturę, bez współudziału zewnętrznej propagandy. A więc dlaczegóż teraz propagatorzy
wyobrażają sobie, że mogą, jako samozwańczy komitet ukraść rogi i skórę tego żywego, zdrowego, młodego organizmu i obnosić z dumą skórę i potrząsać rogami, ażeby Ameryka myślała, że ma przed sobą żywą istotę?
• Zgódźmy się, że są szczerzy: wyznawszy swą niemoc, czy chcą skłonić innych do takiego samego wyznania?
• Zgódźmy się, że są ambitni: pragną być wynalazcami, jak eunuch mógłby pragnąć być ojcem.
• Zgódźmy się, że są ubodzy: czy chcą zdobyć pracę pod fałszywemi pozorami?
Zgódźmy się, że są estetami :są powierzchowni i nieświadomi głębi natury.
Zgódźmy się, że są tak inteligentni, twardzi i naukowi, za jakich się mają: są nieudałym wytworem tej epoki maszynowej, która wyjałowiłaby się sama, gdyby mogła, ażeby powstrzymać kontynuowanie rasy.
• Młodość pragnie życia, a „Geist der Kleinlichkeit" chciałby jej dać w miejsce życia receptę na gotowy wzór życia?
• Litera znaczy więcej od ducha jedynie dla artystów niższego rzędu. — Rzecz wypowiedziana znaczy obecnie więcej, niż sposób jej wypowiedzenia. — Nie skończyły się jeszcze nasze pionierskie
d n i 






źródło: Architektura i Budownictwo 32 nr 7

1 komentarz:

  1. Ciekawa forma bloga, chyba się jeszcze z taką nie spotkałam :) Życzę wytrwałości w tworzeniu dalej!

    OdpowiedzUsuń