5 kwi 2015

LOUIS SULLIVAN - ARTYSTYCZNA ANALIZA WYSOKICH BUDYNKÓW BIUROWYCH (1896)


    I. Architekci naszej generacji muszą zmierzyć się z zupełnie nowym zjawiskiem wynikającym z ewolucji i integracji różnorodnych czynników społecznych - wysokim budynkiem biurowym. Nie mam zamiaru analizować uwarunkowań społecznych; akceptuje je jako kontekst mojej refleksji i uważam, że projektowanie wysokich budynków biurowych musi zostać uznane za problem, który nie jest jeszcze rozwiązany. Problem ten domaga się prawdziwej odpowiedzi. Zacznijmy od rozpoznania uwarunkowań. Biura są niezbędnym elementem prowadzenia biznesu; wynalezienie i udoskonalenie szybkich wind umożliwia przemieszczanie się w pionie, które dawniej było dla ludzi utrapieniem, a teraz stało się proste i wygodne; rozwój konstrukcji stalowych wyznaczył drogę do tworzenia wydajnych ekonomicznie struktur mogących osiągać znaczącą wysokość; wzrost populacji, zagęszczanie się centrów miast i rosnąca cena działek budowlanych - to powody, dla których należy zwiększać ilość kondygnacji; wpływają one na ceny gruntów i na odwrót - ceny gruntów wpływają na wysokość budynków tworząc sieć akcji i reakcji. W odpowiedzi na te wszystkie potrzeby powstał typ, który nazywamy dzisiaj "współczesnym budynkiem biurowym". Jest on produktem działalności spekulantów, inżynierów i budowniczych. Problem: Jak nadać temu sterylnemu obiektowi, surowemu i brutalnemu okrzykowi walki cech wyższych form wrażliwości i kultury? Jak przeobrazić ten dziwny, współczesny twór w ewangelię piękna i kult wyższych wartości? (...)


    Praktyczne uwarunkowania mogą być następujące: kondygnacja podziemna zawierająca różnorodne silniki i kotły, przyłącza wody, ogrzewania, elektryczności itp., parter przeznaczony na sklepy, banki i inną działalność wymagającą dużych powierzchni, światła i łatwego dostępu; trzecia kondygnacja dostępna ze schodów - zazwyczaj podzielona w małym stopniu, łatwa do aranżacji dzięki dużym rozpiętościom konstrukcyjnym i użyciu szkła w elewacji budynku. Ponad nią znajdują się kondygnacje powtarzalne, umieszczone jedna nad drugą z biurami łączącymi się w większe całości jak w strukturze plastra miodu.  Zwieńczeniem tych kondygnacji jest przestrzeń o charakterze wyłącznie fizjonomicznym - poddasze. Jest to kompletny system cyrkulacji. Przestrzeń wypełniają zbiorniki, rury i zawory uzupełniające pomieszczenia znajdujące się poniżej poziomu terenu. W końcu, a może przede wszystkim - na parterze powinno pojawić się główne wejście, wspólne dla wszystkich użytkowników budynku. Powyższe zestawienie określa praktycznie każdy wysoki budynek w tym kraju. Dodatkowe dziedzińce, wpuszczające do środka światło nie są tak istotne z punktu widzenia ogólnej odpowiedzi na problem, dlatego pozwolę sobie je pominąć. Te kwestie, podobnie jak rozmieszczenie wind, są zagadnieniem czysto utylitarnym i wynikają z ekonomii budynku. Tylko w wyjątkowych okolicznościach plan wysokiego biurowca ma wartość estetyczną - dzieje się tak na przykład w przypadku zaprojektowania zewnętrznego dziedzińca lub studni świetlnej, które stają się niezwykle ważnym elementem architektury. Nie poszukuję jednak indywidualnej odpowiedzi, tylko prawdziwego, normalnego typu. Dlatego właśnie skupię się na głównych elementach biurowców a nie na ich wariacjach, które mogłyby zaburzyć czytelność analizy. Wertykalne i horyzontalne podziały i rozmiary biur wynikają z określonych założeń co do wygody użytkowania przestrzeni o określonej wysokości i wielkości. Wielkość pomieszczeń biurowych wpływa natomiast na strukturę budynku i wielkość okien. W ten właśnie sposób konstrukcja budynku staje się podstawą artystycznego opracowania jego elewacji. Naturalnie, rozstawy konstrukcji kondygnacji handlowej powinny być największe, podobnie jak rozpiętości na drugim piętrze. Struktura poddasza i zastosowane w nim okna nie mają natomiast żadnego znaczenia, ponieważ światło może docierać do piętra z góry, a rozstaw elementów struktury nie jest zdeterminowany przez funkcję. Można więc, podążając jedynie za zdrowym rozsądkiem zaprojektować zewnętrzną stronę naszego budynku nie znając żadnych książek, czy regulacji. Zaczynając od parteru, tworzymy wejście, które przyciąga wzrok. Całe piętro traktujemy w bardziej swobodny, liberalny i rzeźbiarski sposób, używając środków ekspresji wynikających z twórczej wolności. Jest to jednak zabieg wynikający z pobudek czysto praktycznych. Podobnie odnosimy się do drugiej kondygnacji, ale w spokojniejszy i pozbawiony tak wielkich pretensji sposób. Powyżej tworzymy nieokreśloną ilość kondygnacji typowych, wynikających z rozmiaru pojedynczego biura i okna z jego podziałami i detalami. Piętra te będą wyglądały identycznie ponieważ są identyczne. W ten sposób dochodzimy do poddasze, które nie wymagając oświetlenia pozwala nam domknąć cały budynek i dzięki zastosowaniu odpowiednich środków stylistycznych wysłać komunikat o tym, że piętra typowe skończyły się właśnie w tym miejscu. (...)
    II. Zakładam, że w analizie naszego problemu przeszliśmy już kilka kroków: 1 - społeczny kontekst powstania wysokich budynków, 2 - jego materialny wymiar, 3 - planowanie, konstrukcja i wyposażenie budynków jako wynik rozsądnego procesu projektowego, 4 - prawdziwa ekspresja, dodawanie jakości i wrażliwości. Jednak budynek może odpowiadać na te wszystkie problemy, a jednak nie być rozwiązaniem kwestii, którą staramy się tu zdefiniować. (...) Człowiek projektujący w tym duchu, który czuje się odpowiedzialny wobec swojego pokolenia nie może być tchórzem, kłamcą, molem książkowym ani dyletantem. Musi żyć swoim życiem w pełni znaczenia tego słowa. Musi zrozumieć i zainspirować się faktem, że problem budynków wysokich jest jednym z najbardziej zdumiewających i wspaniałych wyzwań, które Pan Natury kiedykolwiek zaoferował dumnej duszy człowieka. (...)
    Pozwólcie mi teraz przedstawić stanowisko, które prezentuje ostateczną formułę odpowiedzi na nasz problem: Wszystkie rzeczy istniejące w naturze mają kształt, formę, zewnętrze, które mówi nam o tym, czym są i odróżnia je od nas i od nich samych. Kształty te odpowiadają wewnętrznemu życiu, przyrodzonym cechom zwierzęcia, drzewa, ptaka, ryby, które są nam prezentowane; są one tak charakterystyczne i rozpoznawalne, że uznajemy je po prostu za "naturalne". Kiedy spojrzymy pod powierzchnię rzeczy, ujrzymy odbicie siebie i chmur nad nami, ujrzymy niesamowitą głębię natury, siłę  życia i jego tajemnicę! Esencja rzeczy formuje się w ich materii, a proces ten nazywamy narodzinami i rozwojem. Później duch i materia wspólnie odchodzą - nazywamy to dekadencją, śmiercią. Te dwa wydarzenia są ze sobą związane, łączą się w całość przypominającą bańkę, unoszącą się powoli na wietrze. Ten wiatr jest wspaniały i rozumiejący. Stojąc na brzegu rzeczy i spoglądając z miłością na stronę światła możemy poczuć się szczęśliwi, że żyjemy. Nasze serca ukojone są pięknem, spontanicznością z jaką natura odnajduje formy, doskonale odpowiadające na zapotrzebowanie. Wydaje się, że życie i forma są nierozłączne, tworzą razem wrażenie spełnienia. Orzeł w locie, kwitnąca jabłoń, biegnący koń, beztroski łabędź, rozgałęziony dąb, meandrujący strumień, wolno poruszająca się chmura i Słońce - wszystko to łączy jedno prawo: forma zawsze wynika z funkcji. Jeżeli nie zmienia się funkcja, nie zmienia się także forma. Granitowa skała nie zmienia się przez wieki; błyskawica rodzi się, nabiera kształtu i umiera w mgnieniu oka. Takie jest najważniejsze prawo rządzące wszystkim co organiczne i nieorganiczne, fizyczne i metafizyczne, ludzkie i nadludzkie, powstałe w głowie, w sercu i w duszy - życie można rozpoznać po jego ekspresji, a forma zawsze wynika z funkcji. Takie jest prawo. Czy powinniśmy więc ignorować je w naszej sztuce? Czy jesteśmy tak dekadenccy, tak głupi i zaślepieni, że nie możemy pojąć zasady, która jest tak prosta? Czy jest to reguła tak przejrzysta, że widzimy przez nią, ale jej samej już nie dostrzegamy? 








fragmenty, 
tłum. Łukasz Stępnik
całość w języku angielskim dostępna na stronie internetowej: http://ocw.mit.edu/courses/architecture/4-205-analysis-of-contemporary-architecture-fall-2009/readings/MIT4_205F09_Sullivan.
"The tall office building artistically considered" Lippincott's Magazine, Marzec 1896.

4 komentarze:

  1. Na szczęście odchodzi się powoli od stawiania drapaczy chmur. Koniunktura się kończy i coraz więcej inwestorów stawia na niższe budynki, które komponują się z otoczeniem zamiast nad nim górować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy ja wiem czy tak jest? Jeśli dewelopera stać to buduje wysokie budynki tak żeby mieć z tego jak największy zysk

    OdpowiedzUsuń
  3. Może u nas budowanie drapaczy chmur nie jest tak popularne jak na zachodzie czy krajach arabskich a szkoda bo to dobry sposób na uzyskanie dużej powierzchni użytkowej na małym terenie

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem to wcale nie szkoda, że jest ich mało ;) nie lubię drapaczy chmur

    OdpowiedzUsuń